poniedziałek, 16 maja 2016

Qwerty

Invading Her Space by sarajeku
Imię: Qwerty
Wiek: 3 lata
Płeć: Suczka
Charakter: Jest raczej miła, lubi przebywać sama lub w wąskich gronach, ma swoje sekrety i woli trzymać je przy sobie. Jest dobrą przyjaciółką, lubi się śmiać i wygłupiać, ale zawsze stanie w obronie przyjaciół, niezależnie od sytuacji. Jest odważna... nawet za bardzo, i często ma za to kłopoty. Bywa tajemnicza, kiedy ma zły humor, oddala się od innych i woli przemyśleć kilka rzeczy w spokoju.
Umiejętności: Jest bardzo szybka, i silna.
Moce: Potrafi się teleportować, używać telekinezy, zmieniać w kilka zwierząt i komunikować przez telepatię (także z ludźmi i innymi zwierzętami).
Stanowisko: Wojowniczka, Morderca
Rasa:  Mieszaniec syberian husky i wilka
Rodzina:

  • Rodzice: Mikeyla i  Danger
  • Rodzeństwo: Jessie, Maja, Diego
  • Ciocie: Mejsi, Sara, Sonia, Kaja
  • Wójkowie: Marko, Rex, Ares
  • Dziadkowie: Bella i Nero
Zakochana w: Miłość? Może później?
Partner: Być może.
Ex: Kilku chciało "na siłę" jednak nie ma ich już wśród nas.
Potomstwo: Nie.
Ciekawostki: Może to nietypowe, ale lubi muzykę i często coś nuci, jednak przez wypadek z przeszłości nie robi tego często, a także nie mówi zbyt wiele, gdyż sprawia jej to straszny ból. Mimo tego iż jest wilkiem tylko pół krwi jest bardzo podobna do ojca.
Historia: Był sobie kiedyś pewien wilk miał na imię Danger. Nie był zbyt towarzyski, zawsze podróżował własnymi ścieżkami i nigdy nie interesował się żadnym innym wilkiem. Pewnego dnia zmieniło się, jednak jego spojrzenie na świat, spotkał Mikeylę. Spacerował lasem oglądając się na około, gdy nagle ni z tąd ni z owąt wyskoczył na niego szaro-biały pies.-He...j-wstał oburzony, jednak spojrzawszy na, jak się później okazało NIĄ szybko mu przeszło.-Przepraszam, nie widziałam cię-przeprosiła.-Nie to moja wina jestem Danger.-Ja Mikeyla-wtedy zaczęła się wielka przyjaźń między samotnym wilkiem, a towarzyską suczką, a może nawet coś więcej? Mikeyla pochodziła z hodowli syberian husky i miała bardzo obszerną rodzinę, dlatego mogła często wymykać się i wracać niezauważona. Pewnego razu jednak, zauważono nieobecność jednej z suczek i zaczęto jej szukać. Tymczasem para miło spędzała czas.-Danger, muszę ci coś powiedzieć...-zaczęła suczka, jednak po chwili usłyszała kroki i zza drzew wyszła trójka ludzi.-Wilk!-krzyknął jeden z nich i wyciągnął broń.-Uciekaj!-zastawiła go własnym ciałem Mikeyla. Danger'owi bez problemu udało się zgubić goniących go ludzi. Nie widzieli się ponad miesiąc. W hodowli urodziła się czwórka szczeniąt. Ludzie zobaczywszy je nie odróżniali ich od husky, no z wyjątkiem jednego... tu pojawiam się ja. Nie podobało się im "zanieczyszczenie" rodowodu ich psów i postanowili to zataić. Porzucili mnie w lesie! Małe półmiesięczne szczenię! Moja matka protestowała przeciw temu, ale nic nie mogła zrobić. Leżałam w lesie...kilka godzin mijało jak wieczność... Wtedy nagle pojawił się ratunek, Danger. Wilk od razu poznał podobieństwo do ukochanej i z radością, a zarazem smutkiem zabrał mnie do swojej nory. Wychowywałam się głównie z ojcem. Matce tylko czasami udawało się wymknąć. Mijał czas, aż w końcu minął rok. Moje rodzeństwo znalazło nowy dom, nikt się nie zorientował, że nie są rasowymi husky. Ja wciąż mieszkałam z ojcem, jednak szczerze myślałam, aby kiedyś "rozwinąć skrzydła i wylecieć z gniazda". Niestety moje marzenie się spełniło. Niestety? Tak. Była mroźna zima, północ. Nie spałam, leżałam na puszystym śniegu patrząc w gwiazdy, kiedy nagle usłyszałam strzał. -Kłusownicy!-pomyślałam. -Tato!-szepnęłam mu do ucha, budząc go.-Co się dzieje?-zapytał. -Słyszałam strzał i...-nie zdążyłam powiedzieć i już biegliśmy ile sił w nogach. Sprytnie udawało nam się uciekać. Już po chwili... cisza. -Chyba się udało-uśmiechnął się dysząc ojciec. Uśmiechnęłam się do niego i przytuliłam cieszyłam się, że go mam... i po chwili STRZAŁ. Uniosłam głowę i zobaczyłam Krew!-Tato! Tato, nie zostawiaj mnie! Chciało mi się płakać, wyć i coś nietypowego zemścić się. Rzuciłam się w kierunku ludzi i powaliłam 3 z nich. Został mi tylko jeden. Ze strzelbą. Skoczyłam w jego kierunku i usłyszałam już sama nie wiem który strzał, jednak nie powstrzymał mnie od dokończenia dzieła. Po wszystkim zabrałam z tam tąd ojca. -Tat...-nie wydusiłam nic więcej, strzał uszkodził mi gardło.-Nie mów nic pamiętaj zawsze was wszystkich kochałem i wiedz, że to co zyskasz po drugich urodzinach będzie czymś dobrym-uśmiechnął się po raz ostatni i  odszedł... Po wszystkim uciekłam i po kilku innych przygodach wstąpiłam do sfory..
Właściciel: Państwo Smith
Autor: sponspo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz