-W końcu suche miejsce-pomyślałam chowając się pod ławką. Nawet nie wiem, kiedy usnęłam.
Obudziłam się tuż przed zachodem słońca. Tak, owszem postanowiło zaszczycić nasz świat... szkoda, że za chwilę miła zapaść noc. Wytrzepałam się i rozciągnęłam po czym wyjrzałam spod ławki.
-No nie-pomyślałam i szybko schowałam głowę pod ławkę. Wiem jest wiele innych psów, które cierpią o wiele gorzej, ale najbardziej pechowym jestem chyba ja. Czy to możliwe, że przed moją kryjówką stoją dokładnie ci sami ludzie dzięki którym mój ojciec nie żyje, a ja nie mogę mówić?! To jakaś masakra... -Dobra jak by stąd zwiać niepostrzeżenie?-przeleciało mi przez głowę pytanie i wtedy zauważyłam pewną panią z 3 psami siadającą na ławce. Szybko wpadłam na świetny pomysł. Usiadłam obok (a raczej za nimi) pozostałych psów. Już kilka minut później nadjechał autobus, kobieta z psami weszła do środka, i ja też.
-Udało się-położyłam się na schodach i cieszyłam się podróżą. Wysiadłam 3 stacje dalej. Na całe szczęście udało mi się nie zwracać na siebie większej uwagi. Szłam po raz kolejny, już było jakieś 2 godziny po zachodzie słońca i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Brzuch burczał i bolał jak diabli. Miałam już dość tego dnia, ale wiadomo kogo obchodzi moje zdanie? Po jakichś 50m wyskoczył przede mną biały wilk.
-Oh... kogo my tu mamy?-zbliżył się nieznacznie.
-Co taka młoda, piękna wilczyca jak ty robi sama obok ludzkich siedzib?-o, faktycznie przede mną zaczynało się miasto.
Bezdźwięcznie ominęłam go z honorem i ruszyłam przed siebię, ale wiadomo... Ten przykład męstwa i innych bzdur nie mógł mnie zostawić w spokoju.
-Hej!-podbiegł i zaczął iść obok mnie-Jestem Wav, a ty?
Szłam wciąż nie patrząc w stronę samca.
-Hej mówię do ciebie!-przyśpieszył i stanął na wprost mnie-Nie potrafisz mówić?!
Stanęłam i patrząc w jego oczy ostrym spojrzeniem, co ku mojemu zdziwieniu pozbawiło go tej pewności siebie pomachałam głową na znak, że nie potrafię.
-Prze-praszam-powiedział spoglądając na moją bliznę na szyi. Odsunął się, a ja poszłam dalej i szybko przekazałam mu telepatycznie-Tak przy okazji nie jestem wilkiem. Tylko w połowie.
Przechadzałam się dalej aż do utraty resztek sił. Ostatkiem podeszłam do jakiegoś domu i położyłam się na dywanie leżącym na tarasie.
Następnego dnia...
Vlad?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz